Jesienna Hała 2019 – Suchostruga

Jesienna Hała 2019 – Suchostruga

Na moją pierwszą w życiu jesienną Hałę zabieram Ewę, dla kórej jest to drugi rajd na orientację (pierwszy był Jaszczur ). No i nie chcę zapeszać, ale zapowiada się, że rośnie nam nowa orientalistka. Wyruszamy jako team „Huncwoty” (chociaż Ewa twierdzi, że powinno być Huncwoci).

Na starcie [fot. organizatora]

Dzisiejsza Hała ma bazę w Suchostrudze niedaleko Tarczyna, więc miniemy kilka sadów owocowych, których grube hektary ciągną się po okolicy – na start zostajemy dowiezieni busem, bo trasa którą wybraliśmy („Mała Hała”) nie jest pętlą (zawodnicy z Dużej Hały muszą zrobić pętlę). Wszystkie zespoły będą zatem iść mniej więcej tą samą trasą i regularnie spotykać się po drodze – ale miejsca i kierunki spotkań jak zwykle nie będą wcale oczywiste 🙂

Dopasowanie wycinków mapy [fot. organizatora]

Pierwsze dwa punkty są widoczne na skanie lidarowym w okolicy dużej, zarośniętej dziury. Dobrze, że jest w miarę sucho bo inaczej to nie byłaby to dziura tylko jeziorko. Drugi lampion wymaga powtórzenia namiaru ale też wchodzi szybko.

Szkoda, że jeżyny nie gubią kolcy na zimę

Kolejny punkcik (PK1) pokazuje, że informacja „aktualność mapy – lata 80 XXw” będzie dzisiaj bardzo ważna. Trudno odróżnić las zaznaczony na mapie od tego nieznaczonego – a który wyrósł sobie przez te 40 lat.

Gdzie strumyk płynie z wolna…

Punkt K nad rzeczką łapiemy też z marszu – jest trochę błota więc postanawiamy dalej nie iść wzdłuż wody (choć to najkrótsza droga) – niestety planu nie udaje się zrealizować – bo droga jest zagrodzona i jesteśmy skazani na błotko.

Ktoś tu wpadł po kolana (jedną nogą) w błotko

Dalej prosty przelot w kierunku PK3 i PK4. Spodziewamy się bunkrów ale niestety – ziemianka z opisu, nie jest wojskowym umocnieniem tylko piwnicą na ziemniaki 🙂 Czyli bunkrów nie ma, ale… wiecie co 😉

Ziemianka

Przy okazji raz sami zagadani skręcamy w prawo zamiast w lewo. Potem zaś rzeczywistość pokazuje nam, że ma w nosie to co jest na mapie. W ten sposób omijamy PK5.

Drogi na mapie sobie a w terenie sobie

Dochodzimy do wsi Petrykozy, Ewa jak każdy fan Harrego Pottera wie, że chodzi tutaj po prostu o spetryfikowane kozy 😉

Jesień w lesie

Kolejny punkt na wyschniętej grobli, tzn. trochę wyschniętej ale trochę nie – tutaj pode mną łamie się gałąź i łapię trochę wody do buta.

Słońce zaszło za tłuste chmury

Kolejnym miejscem, które odwiedzamy jest prywatny skansen należący do zmarłego w 2010 Wojciecha Siemiona i jego rodziny. Niestety po pożarze dworku, w którym aktor miał też małe muzeum sztuki ludowej całość pozostaje zaniedbana – nadal to jednak bardzo ciekawe miejsce.

Wiatraczysko
Jedna z chałup

Przy następnym punkcie (Pk7) Ewa zaskakuje mnie swoją orientacją. Kiedy chwilę rozglądamy się nie widząc lampionu (ani mikro jeziorka-kałuży widocznego na mapie) Ewa przygląda się widocznemu na skraju lasu budynkowi i pyta czy jest na mapie. Sprawdzam – no jest. A w jakiej odległości? – pyta Ewa. Odmierzam – 200 metrów – mówię. No to jesteśmy za blisko – ocenia moja córka i bez namysłu rusza wgłąb lasu. I faktycznie kilkadziesiąt kroków dalej mamy kałużę i lampion.

Poszukiwacze lampionów – następne pokolenie

Przy kolejnym punkcie spotykamy Jarka (Zbieranina z Niesięcina), który kręci się bez stresu po mapie nie patrząc na zegarek – więc pobije dzisiaj rekord ujemnego wyniku (-1800 punktów za spóźnienia).

Brzozowa alejka przy PK9

Ponieważ czasu jest już dość mało my musimy zacząć opuszczać punkty, żeby zmieścić się w limicie spóźnień. Na początek decydujemy się nie szukać punktów S i T, które na skanie lidarowym wydają się być w środku niczego. Niestety mapa dość mocno rozłazi się z rzeczywistością więc kawałek przedzieramy się łąkami i lasem zupełnie na przełaj.

Gdzieś tam mamy iść

Zupełnie świadomie łapiemy stowarzysza do PK10, zostawiamy za plecami PK11 i idziemy szukać PK12 – kolejny punkt „nad kałużą”. Kolejny znaleziony przez Ewę.

Drzewo z horroru

Powoli zapada zmrok, nie wyciągam z plecaka latarki bo baza już blisko. Odpuszczamy jednak też leżący na północ od bazy punkt C – za duże ryzyko przekroczenia limitu czasu. Do mety docieramy 20 minut przed tym limitem.

Nasza karta

Podsumowanie

Młodsza część naszego zespołu mocno zmęczona ale zadowolona – więc jest szansa, że w przyszłym roku (a może i w tym jeszcze) będziecie mieli okazję ją spotkać na niektórych rajdach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *