Duża Majowa Hała – 2021 – Las Młodzieski

Duża Majowa Hała – 2021 – Las Młodzieski

I tym razem na Hałę uderzam z Ewcią, Tymek uczy sie do matury…

Początek trasy

Nawigacyjne ta Hała to nie jest szczyt naszych możliwości – już na drugi PK (cmentarzyk) dochodzimy strasznie plącząc po ścieżkach.

Cmentarz wojenny
Takich cmentarzy w okolicy spotkamy wiele

Na trzecim punkcie łapiemy pierwszego stowarzysza. Na piątym drugiego.

Kto by sprawdzał azymut na takim podejściu
Fajne widoki na przyszłość

Na szóstym łapiemy stowarzyszony cmentarz… Głowę bym dał sobie uciąć, że widać było budynek szkoły – tyle, że może od czasu przygotowania mapy szkołę przenieśli czy coś w tym rodzaju 😉

Nie te krzyże

Na szosie wyprzedza nas rowerowa Zbieranina z N. (Ewa i Jarek) ale jakoś tak wychodzi, że 2 punkty dalej jesteśmy przed nimi – ta Hała nie jest wybitnie przyjazna rowerom.

Zbieranina gna przez pole

Razem z nimi wychodzimy na skraj lasu – na środku drogi gospodarstwo. Jarek stwierdza, że przecież muszą jakoś do domu dojeżdżać więc pewnie jest tam z drugiej strony droga, trzeba podjechać i zapytać. W tej sytuacji postanawiam chwilę odczekać, mówię Ewie, że jeśli rowerzyści nie zostaną zjedzeni przez jakiegoś psa to pójdziemy ich śladem. W tym momencie widzę jak rowery wylatują na pełnym gazie ścieżką przez pole a za nimi dwa ujadające burki… No to szerokim łukiem obchodzimy przeszkodę 🙂

W środku niczego

Przy grobie Adelli spotykamy żeńskie trio, z którym będziemy się jeszcze wiele razy mijać (zdaje się, że jest to zespół „Chołośnie na Wiośnie”).

RIP

W okolicach stawów łapiemy czwartego stowarzysza – to ostatni dzisiaj ale chyba dlatego, że po prostu już niezbyt dużo punktów nam się udało znaleźć potem 😉 Nad drugim stawem spotykamy Dominika z Rufusem, którzy pokonują trasę w przeciwnym kierunku. Na razie nie jesteśmy w stanie docenić tego przez co przeszli.

Staw sztuczny ale łabędź prawdziwy

Wkraczamy w krainę bagien, błota i masakry. Zgodnie z podpowiedziami Hałabały dalsza część trasy miała być bardziej podmokła, ale czegoś takiego się nie spodziewaliśmy.

Rozlewisko

Że będzie ciężko podpowiada widok dwóch biegaczy, którzy w przeciwieństwie do nas przebiegają przez rzeczkę prawie nie zwracając na nią uwagi.

Rzeczka

My natomiast szukamy pnia, żeby się przez nią przedostać – tym razem to się udaje. Dalej w zasadzie nie wiadomo dlaczego mijamy PK13 i wychodzimy na łąki. Potem następuje istny festiwal błądzenia. Próbujemy dostać się w kierunku PK-E ale błota, bagna, rozlewiska, płoty, krzaczory, krowy i elektryczne pastuchy ciągle korygują nasze plany. Ostatecznie tracimy totalnie orientację gdzie jesteśmy.

Rzeczka

Spotykamy żeńskie trio, które twierdzi, że wie gdzie jest – ale chwile potem okazuje się jednak, że nie do końca 😉 postanawiamy zatem pchać się cały czas na wschód aż dotrzemy do kanału idącego na północ – a on nas zaprowadzi na PK11. Ostatecznie kiedy to się udaje – sprawdzamy, że od poprzedniego podbitego punktu kontrolnego do PK11 minęło 2 i pół godziny…

Dojście na PK11

Sukces (tzn. to że wiemy gdzie jesteśmy jest sukcesem) poprawia nastroje. Czasu jednak niezbyt dużo. Lecimy na kolejny cmentarz (tym razem w stanie niewiarygodnie zarośniętym).

Niektórzy podobno długo szukali tego krzyża

W słońcu bagno wygląda pięknie, gdyby tylko nie trzeba po nim chodzić.

Bagienko

Przy kolejnym punkcie znowu trochę mylimy ścieżki ale spotykamy znajome dziewczyny, które tym razem faktycznie wiedzą gdzie są 🙂

Lampion na smutnym pniaczku

Patrząc na zegarek wychodzi, że zdążymy jeszcze złapać PK-U, który jest w dość prostym i jednoznacznym miejscu. Kiedy okazuje się, że górka z lidaru to piaszczysta wydma – Ewa postanawia zrzec się prawa podbicia tego lampionu i zrobić sobie piknik na skraju drogi.

Prawie jak nad morzem

Pozostaje szybki powrót do bazy.

Podsumowanie

Było mokro 🙂

Karta Startowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *