Bike Orient 1/2017 – Sokolniki

Bike Orient 1/2017 – Sokolniki

Na pierwszy w tym sezonie Bike Orient zaprosiły nas Sokolniki (ziemia Wieruszowska – nie mylić z Sokolnikami koło Ozorkowa). Widać, że wiosna pełną gębą bo start o 10 i można się wyspać (przynajmniej osoby mieszkające odpowiednio blisko 😉 ). W tej edycji naczelny planista – Piotrek Banaszkiewicz – przygotował rajd w świetnym modelu „dużo punktów + mało czasu” czyli taki trochę rogaining ale z założeniem, że zbieramy wszystko – czyli na trasie Giga 30 punktów a na Mega 20 (obie w limicie 8 godzin). To trochę takie przeciwieństwo Harpagana, gdzie pomiędzy 2 punktami można i godzinę jechać – tutaj punkty trafiało się czasami w odstępach kilku minut (i osobiście uważam, że to bardzo fajna koncepcja). Taka ilość punktów była możliwa m.in. dzięki wykorzystaniu istniejących „stałych punktów nawigacyjnych” czyli słupków z perforatorami rozstawionych w okolicznych lasach. Dodatkowo fragmenty mapy ze słupkami zostały przedstawione na mapach przygotowanych pod biegi na orientację (tyle, że zmniejszone tak, żeby wpasować się w skalę mapy bazowej – 1:50000) – dla niektórych mogło to być nieco mylące bo oznaczenia na mapach orienteringowych są inne niż na turystycznych czy topograficznych. W szczególności las „przebieżny” oznaczony jest kolorem białym, a teren otwarty żółtym (por. legenda ).

A przebieżny las w powiecie Wieruszowskim wygląda tak

Tak czy inaczej – na starcie zameldowało się ponad 200 zawodników. Mapy rozdane tradycyjnie „pod nogę” więc nie ma walki – spokojnie podnosimy je i planujemy. Mamy do wyboru dwa skupiska punktów – na północny wschód i północny zachód od bazy. Wybieram północny zachód, żeby potem w połowie trasy jechać choć trochę z wiatrem (który wieje sobie z zachodu pomiędzy 30 a 40 km/h).

Punktów jest tyle, że spamiętanie ich wszystkich jest chyba niemożliwe, ale z grubsza przebieg wygląda tak:

PK3 – przejście dla zwierząt

Przejście nad trasą S8 – jak to na początku bywa tłok przy lampionie, Banaszkiewicze pstrykają fotki, zawodnicy pozują, atmosfera niemal piknikowa 😉 podbijam kartę i lecę w kierunku Obszaru o Wysokim Zagęszczeniu Punktów Kontrolnych nr Jeden.

PK x4 – słupki

Jak wśród tylu słupków znaleźć ten właściwy?

Pierwszy słupek powoduje zamieszanie, na mapie poziomic za dużo, ścieżek za mało a słupek chowa się między drzewami. Rozglądamy się razem z Jarkiem i Ewą (Zbieranina z Niesięcina) ale nic z tego nie wynika. Stwierdzam, że trzeba powtórzyć namiar od jeziorka żeby go znaleźć. Okazuje się, że słupek jest dość stary i zupełnie nie rzuca się w oczy ale dobre odmierzenie odległości jest skuteczne.

Dwa następne słupki mimo pokręcenia ścieżek znajduję dość płynnie, kolejny wymaga przejścia przez małe bagienko ale też nie sprawia problemów.

PK 4 – dołek

Kolejny ma być zgodnie z planem punkt po drugiej stronie rzeczki ale dzisiejsza pogoda nie zachęca (przynajmniej mnie) do kąpieli więc razem z 3 zawodnikami lecimy małym objazdem. Wyjeżdżamy z lasu i depczemy pod wiatr – ledwo daje się jechać 20km/h. Punkt zgodnie z opisem jest w dołku – a dołek, gdzież indziej mógłby być niż na szczycie skarpy nad rzeką 😉 Podbijamy i wracamy z wiatrem, więc tym razem bez spinania się 40km/h podjadając jednocześnie batonika.

PK x4 – słupki

Podbijam kolejne słupki, chociaż przy ostatnim (56) jest mały fail, bo droga (zgodnie z mapą) kończy się w bagnie i krzakach. Wracam szybko do drogi i objeżdżam na około nadrabiając dobry kilometr ale najeżdżając punkt bez problemu.

Ktoś na odprawie żartował, że w lesie nie ma piachu

PK7 – granica kultur

Jedyne dzisiaj rozświetlenie ze zdjęcia sat. Lampion widać z daleka więc można szybko podbić i lecieć do bufetu! Przed bufetem mijam połączony wesoły team kolegów z mBanku i Peletonu, którzy dzisiaj robią trasę Mega.

PK1 – bufet

Kultowy, legendarny i epicki bufet Bike Orient 😉 Połykam banana, parę ciasteczek, butelkę jakiejś dziwnej różowej wody. Odwracam mapę, żeby zaplanować część północną. Tym razem odległości pomiędzy punktami są większe. Biorąc pod uwagę pogodę decyduję się na odrzucenie PK11, który leży na zachodnim brzegu Prosny, która ma tutaj dobre 10m szerokości a i płytka raczej nie jest. Kronikarski obowiązek nakazuje wspomnieć, że zwycięzca tej edycji – Krystian Jakubek – pokonał ją w bród i mówił, że nie była głębsza niż 1.5 metra, pozostawimy to jednak bez komentarza 😉

chyba PK13

PK12, 14, 13

Pomiędzy tymi punktami próbuję utrzymać koło Marcina Michalaka (ostatecznie zdobywca 2 miejsca) oraz Michała Bedyka (IT Orient) – jest to trudne, chociaż akurat PK14 zdobywam szybszą drogą. Dalej jednak są szybsi i na mijając ich na dojeździe do PK15 tracę ładnych kilka minut.

PK15 – nad stawem

Pod tym lakonicznym opisem kryje się uroczo umiejscowiony punkt – którego zdjęcie poszło na „okładkę” tego wpisu – czyli leżąca na wodzie brzoza, po której trzeba przejść ładnych kilka metrów i nie wpakować się do jeziorka 😉 Nogi trochę się trzęsą ale jakoś się udaje. Aż się chce zakrzyknąć „brawo ja!” 🙂

Warto było odwiedzić najdalszy punkt na mapie!

Patrzę na zegarek i wychodzi, że zostało ok. 3 godzin a tu jeszcze całe stado punktów do ogarnięcia. Z niejakim żalem decyduję się odpuścić PK6 i PK2 w środku mapy.

PK5 i PK16 – ruiny

Przybijam piątkę z piątką i docieram do ruin, gdzie na szczycie muru siedzi tajemnicza, zakapturzona postać – na szczęście okazuje się, że to Paweł Banaszkiewicz czyli rajdowy fotograf szukający ciekawszych ujęć (Oficjalna fotorelacja Pawła).

Ja vs Lampion (fot. Paweł Banaszkiewicz)

Dalej PK8 nad brzegiem stawu – niestety pogoda robi się coraz mniej przyjemna, pojawiają się czarne chmury – więc rezygnuję z robienia fotek i lecę do następnego Obszaru Pełnego Słupków.

PK x6 – słupki

Pierwsze trzy podbijam „od ręki” i delikatnie zacinam się na PK49 – niby wszystko się zgadza w sensie ukształtowania terenu ale ilość przecinek przekracza dopuszczalne normy. Dogania mnie Marcin Michalak (który w międzyczasie zaliczył jeszcze 2 opuszczone przeze mnie punkty) – rozglądamy się za słupkiem… Nagle Marcin krzyczy „jest!” i rzuca się w kierunku punktu niczym gończy chart za zającem. Ja troszkę spokojniej podjeżdżam, podbijam kartę i jadę dalej. Miniemy się jeszcze przy kolejnych 2 słupkach, co potwierdza – że moja koncepcja trasy była słuszna 🙂 Sprawdzam zegarek i wychodzi, że te 6 punktów zajęło mi dokładnie godzinę – świetna sprawa.

PK10 – przy ścieżce

Punkt, który napsuł sporo krwi zawodnikom – bo ścieżka jest mikroskopijna, zarośnięta, wszędzie leżą połamane drzewa… Na szczęście przed punktem spotykam Piotrka Zarzyckiego, który jest pewny, że to dobre miejsce – i ma rację.

PK9 – pochylona brzoza

Ostatni punkt na dzisiejszej trasie – brzozę widać z daleka. Podbijam kartę i sprawdzam, że zostało mi prawie pół godziny czasu w zapasie. Czyli teoretycznie można było spokojnie przynajmniej te 2 punkty w środku mapy zrobić – kto by pomyślał?

A droga kręta jest, nie wiadomo czy ma kres…

Zupełnie wyluzowany jadę do bazy – tak wyluzowany, że pół kilometra dalej zaliczam efektowną glebę na piaszczystym skrzyżowaniu… ech, jednak trzeba jeszcze chwilę się skupić. Na kilometr przed metą wyprzedzam Filipa i Kamilę (Velocilamy) – jednak brzydsza połowa tego teamu nie daje za wygraną co kończy się małym sprinterskim finiszem – przegranym zresztą przeze mnie, bo Filip zaskoczył mnie jak Kwiatkowski Sagana 😉

Podsumowanie

Jechało mi się naprawdę dobrze, rower robił co mu się kazało, miejsce w pierwszej dziesiątce (znaczy się – dziesiąte 😉 ) bardzo sympatycznie. Organizacja jak zwykle na medal. Pomysł, z dużą ilością punktów świetny i wart powtarzania. Przyjeżdżajcie na Bike Orient 🙂

Ja i Słupek (fot. Paweł Banaszkiewicz)

One thought on “Bike Orient 1/2017 – Sokolniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *